środa, 14 października 2015

NAZYWANO NAS DZIEĆMI BELZEBUBA



Prorokował kiedyś Krzysztof Klenczon, nim tragiczny wypadek na ulicach Chicago nie zgasił jego zadziornego życia: „Nie przejdziemy do historii”. Nawiązywał do czasów, gdy słowo „rock’n’roll” było u nas jeszcze na indeksie ( zastępowaliśmy je „big beatem” lub „mocnym uderzeniem”), a nas – miłośników nowej muzyki – nazywano „bandą debili”, „big beatowymi hochsztaplerami” albo „pajacami pozbawionymi talentu i słuchu” (cytaty autentyczne!). Jeszcze nie wiedzieliśmy, co wyłoni się z chaosu lat sześćdziesiątych za sprawą rock and rolla, ale czuliśmy, że wkraczamy w proces tworzenia się nowych faktów kulturowo-obyczajowych i w taki etap rozwoju cywilizacyjnego, w którym przepływ wzorców zaczynał zmieniać kierunek i przebiegać nie od starych do młodych, jak dotychczas, ale odwrotnie – to młodzi zaczynali narzucać starszemu pokoleniu modę, obyczaje, styl bycia i życia… Nie podobało się to decydentom i strażnikom moralności. Uważali, że fascynacja rock’n’rollem to uleganie zachodniej subkulturze, patologia, symbol moralnej degrengolady.




W rzeczywistości początki rock’n’rolla w Polsce były bardzo niewinne. O bulwersujących tekstach nie było mowy (cenzura!), a i nasze ówczesne wzorce – Presley,Haley, Chuck Berry. Little Richard, J.L. Lewis, Fats Domino – nie nawoływały do obalania porządku świata. Sercem rebelii, siłą napędową muzycznej rewolucji i źródłem inspiracji była M U Z Y K A . To ona – inna i zaraźliwa – stała się jednym z największych fenomenów kulturowych drugiej połowy XX wieku – zapisem nastrojów i oczekiwań kilku pokoleń.

Moje pierwsze teksty powstawały z potrzeby chwili. Nie z potrzeby serca, nie dla pieniędzy. Na początku lat sześćdziesiątych, gdy traktowano nas jak nieślubne dzieci Belzebuba, chyba żaden z liczących się w tym czasie autorów nie wyobrażał sobie współpracy z szarpidrutami , tworzącymi muzykę, która miała przetrwać najwyżej kilka miesięcy. Pisząc pierwsze teksty ( a pisałem je wyłącznie dla zespołów, którymi się w tym czasie opiekowałem), wiedziałem, że nie mam do tego specjalnych predyspozycji. Były to raczej rymowanki, tworzone z wyrazów kończących się przeważnie na o, a, e, i, u. Do prawdziwych piosenek droga była daleka. Zresztą zawsze odnosiłem wrażenie, że popularność moich piosenek polegała na tym, że każdemu wydawało się, że potrafi je napisać lepiej ode mnie. Z treścią nie było kłopotów. Gwiazdy rock’n’rolla śpiewały w tym czasie niemal wyłącznie o miłości, więc i nasze piosenki nie odbiegały od pierwowzorów. Wprawdzie pierwsze utwory Niemena – najbardziej utalentowanego i kontrowersyjnego twórcy lat sześćdziesiątych -nie przypominały jeszcze rock’n’rolli (Wiem że nie wrócisz, Jak można wierzyć tylko słowom, Czy mnie jeszcze pamiętasz), ale inność tych piosenek, a także inność samego Niemena, ogromnie drażniły decydentów i prowokowały do wymierzania mu solidnych kopniaków. Także Korda (Niedziela będzie dla nas, Powiedzcie jej), Ada Rusowicz (Za daleko mieszkasz miły, Hej dziewczyno hej) i Klenczon (Taka jak ty) nie byli pieszczochami mass mediów, chociaż byli idolami młodzieży, a śpiewane przez nich piosenki biły rekordy powodzenia.

Dopiero na przełomie lat 60 i 70, w znacznym stopniu pod wpływem muzyki kalifornijskiego zagłębia rockowego, rock’n’roll w Polsce zaczął tracić niewinność. Zmieniał się charakter muzyki, zmieniały się teksty. Już nie były takie gładkie i naiwne. Za sprawą Breakoutów polska „muzyka młodzieżowa” wkraczała w wielki świat rocka. Tytułowy utwór pierwszej płyty zespołu, na drugim brzegu tęczy, wprowadzał słuchaczy w krąg fantazji i metafor, zrozumiałych dla tych, którzy mieli je rozumieć. Inny utwór, Nie znasz jeszcze życia ( na LP „70a”), utrzymany w kolorycie bluesa i zapowiadający kolejne fascynacje Tadeusza Nalepy, był gorzkim posłaniem pod adresem młodych ludzi, którzy nie poznali jeszcze meandrów życia. I wreszcie Odlot – zapowiedź dalszych przeobrażeń muzyki rockowej w Polsce; zaledwie fragment tekstu, tylko dwie pierwsze zwrotki, ale w przejmującym wykonaniu Józefa Skrzeka i SBB – najciekawszej polskiej grupy rockowej połowy lat siedemdziesiątych, prekursorów powiązania polskiego rocka z aktualnymi trendami rocka na świecie.

Spośród kilkunastu piosenek, utrwalonych na tym krążku, tylko dwie –Gdy po trudnym dniu i Odlot – nie pochodzą z lat sześćdziesiątych. Pozostałe powstały w czasach, gdy zwariowany świat fruwających marynarek, wpadających w ucho melodii i naiwnych (choć nie zawsze) tekstów nie wybierał się jeszcze na emeryturę.

Jacek Grań

tekst z okładki

Lista utworów:
01.Niemen i Akwarele – Czy mnie jeszcze pamiętasz
02.Niemen i Akwarele – Wiem że nie wrócisz
03.Niemen i Niebiesko-Czarni – Tylko nie mów mi o tym
04.Niemen i Niebiesko-Czarni – Jak można wierzc tylko słowom
05.Niemen i Akwarele – Baw się w ciuciubabkę
06.Wojciech Korda i Niebiesko-Czarni – Powiedzcie jej
07.Wojciech Korda i Niebiesko-Czarni – Adagio Cantabile
08.Wojciech Korda i Niebiesko-Czarni – Czy bedziesz sama dziś wieczorem
09.Wojciech Korda i Niebiesko-Czarni – Niedziela będzie dla nas
10.Adriana Rusowicz i Niebiesko-Czarni – Za daleko mieszkasz miły
11.Adriana Rusowicz i Niebiesko-Czarni – Nie pukaj do moich drzwi
12.Adriana Rusowicz i Niebiesko-Czarni – Hej dziewczyno, hej
13.Krzysztof Klenczon i Czerwone Gitary – Taka jak ty
14.Piotr Szczepanik – Puste koperty
15.Urszula Sipińska – Gdy po trudnym dniu
16.Breakout – Gdybyś kochał hej
17.Breakout – Na drugim brzegu tęczy
18.Breakout – Nie znasz jeszcze życia
19.SBB – Odleciec z wami